Instagram
 
Facebook
 
You Tube
 
Tik Tok

Pomyślałam dziś o samotności

2026-09-28 14:10:00
Pomyślałam dziś o samotności

Siedziałam na pomoście z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach. Był jeden z tych jesiennych dni, które od początku wydają się spokojniejsze od innych, jakby świat na kilka godzin postanowił przestać się spieszyć. Wokół nie działo się właściwie nic, co mogłoby przyciągnąć uwagę. Od czasu do czasu gdzieś w oddali pojawiał się człowiek, ktoś przechodził brzegiem, ktoś zatrzymywał się na chwilę, a potem znikał za drzewami. I chyba właśnie ta zwyczajność była najpiękniejsza. Nie musiałam nigdzie iść, z nikim rozmawiać ani zastanawiać się, która jest godzina. Mogłam siedzieć, ogrzewać dłonie o kubek i patrzeć przed siebie, mając przez chwilę wrażenie, że wszystko, co czeka na mnie poza tym miejscem, naprawdę może jeszcze trochę poczekać.
Nie myślałam wtedy o niczym szczególnym. Patrzyłam na wodę, na niewielkie kręgi pojawiające się na jej powierzchni, na trzciny uginające się pod kolejnym podmuchem wiatru i pozwalałam myślom przychodzić oraz odchodzić bez potrzeby zatrzymywania którejkolwiek z nich na dłużej. Na co dzień tak rzadko sobie na to pozwalamy. Nawet kiedy siadamy na chwilę z herbatą, w głowie nadal układamy listę rzeczy, które trzeba zrobić, przypominamy sobie rozmowy, do których chcielibyśmy wrócić, albo wybiegamy myślami do jutra, jakby dzisiejszy dzień nie zasługiwał już na naszą uwagę. Tam, na pomoście, po raz pierwszy od dawna nie musiałam być nigdzie indziej niż właśnie tam.
I może dlatego zupełnie nie potrafię powiedzieć, skąd pojawiła się wtedy myśl o samotności. Nie wydarzyło się przecież nic, co powinno ją przywołać. Nie było we mnie smutku ani tej szczególnej ciszy, która czasami zaczyna uwierać bardziej niż najgłośniejsza rozmowa. Przeciwnie. Dobrze mi było samej ze sobą, z ciepłym kubkiem trzymanym w dłoniach i widokiem jeziora przed sobą. Być może właśnie dlatego po raz pierwszy tak wyraźnie poczułam, jak ogromna różnica mieści się pomiędzy byciem samemu a samotnością.
Kilka metrów ode mnie siedziała kobieta. Nie wiem, jak długo tam była, bo wcześniej właściwie jej nie zauważyłam. Dopiero kiedy sięgnęła po telefon, na moment spojrzałam w jej stronę. Przez chwilę wpatrywała się w ekran, przesunęła po nim palcem, po czym odłożyła telefon obok siebie i znów skierowała wzrok na jezioro. Nie wyglądała na smutną ani zagubioną. Było w niej raczej coś spokojnego, jakby ona również przyszła tutaj po kilka chwil tylko dla siebie.
I wtedy pomyślałam, jak łatwo oceniamy samotność po tym, co widzimy. Samotna kobieta na ławce. Samotny mężczyzna przy stoliku w kawiarni. Ktoś idący bez towarzystwa do kina albo jedzący obiad w restauracji. Patrzymy i czasem niemal automatycznie dopisujemy historię, której przecież wcale nie znamy. Tymczasem być może ten człowiek właśnie przeżywa jeden z najspokojniejszych momentów swojego dnia. Może po wielu godzinach rozmów, obowiązków i obecności innych ludzi marzył tylko o tym, żeby przez chwilę pobyć sam.
Patrzyłam na tę kobietę i pomyślałam, że przecież nic o niej nie wiem. Być może za godzinę wróci do domu, w którym ktoś będzie na nią czekał. Może ma dzieci, które już od progu zaczną opowiadać jej o wszystkim, co wydarzyło się podczas jej nieobecności. Może wieczorem usiądzie z kimś bliskim przy stole, zrobią sobie herbatę i będą rozmawiać o rzeczach ważnych i zupełnie nieważnych. A może otworzy drzwi mieszkania, zdejmie płaszcz, odłoży klucze w to samo miejsce co zawsze i jedynym dźwiękiem, jaki ją przywita, będzie cisza.
Nie wiedziałam tego i nie chciałam tworzyć jej życia we własnej wyobraźni. To nie jej historia zaczęła mnie wtedy zastanawiać, tylko samo uczucie, o którym tak często mówimy, chociaż chyba nie zawsze potrafimy je rozpoznać. Bo można siedzieć samotnie na pomoście i czuć się dobrze. Można pójść samemu na spacer, wypić kawę bez towarzystwa, spędzić wieczór z książką i nie odczuwać najmniejszej pustki. Czasami wręcz potrzebujemy takiej samotności z wyboru, żeby odpocząć od świata, usłyszeć własne myśli i pobyć przez chwilę ze sobą.
A jednak istnieje też zupełnie inna samotność. Taka, której nie widać na pierwszy rzut oka, bo nie ma nic wspólnego z liczbą osób siedzących przy naszym stole ani z tym, ile wiadomości pojawia się każdego dnia na ekranie telefonu. Można przecież wrócić do domu pełnego ludzi, postawić zakupy na kuchennym blacie, wysłuchać kilku opowieści, zapytać, jak minął dzień, pamiętać o jutrzejszej wizycie, sprawdzianie dziecka czy rachunku do zapłacenia, a późnym wieczorem nagle poczuć, że od bardzo dawna nikt nie zapytał nas o coś więcej niż codzienność.
Nie chodzi nawet o wielkie rozmowy. Czasami najbardziej brakuje tych zupełnie zwyczajnych, podczas których ktoś nie pyta z przyzwyczajenia, ale dlatego, że naprawdę chce usłyszeć odpowiedź. Kiedy można powiedzieć, że dzisiaj było nam smutno, chociaż właściwie nie wydarzyło się nic złego. Że za czymś tęsknimy, choć sami nie potrafimy powiedzieć za czym. Że coś nas uwiera od kilku dni i nie potrzebujemy rady ani gotowego rozwiązania, tylko człowieka, który nie przestraszy się naszych emocji i nie spróbuje ich od razu zagłuszyć.
Może właśnie tego zaczyna nam brakować najbardziej. Nie ludzi wokół, bo tych często mamy wielu. Brakuje nam bliskości, która pozwala powiedzieć coś więcej niż „wszystko dobrze”, i pewności, że druga osoba nie zapytała tylko z grzeczności. Brakuje rozmów, które nie kończą się w chwili, gdy telefon leżący na stole rozświetli się kolejnym powiadomieniem, i obecności, której nie trzeba dzielić z dziesiątkami innych spraw dziejących się w tym samym czasie.
Pomyślałam wtedy, że to trochę paradoks naszych czasów. Nigdy wcześniej nie mogliśmy być ze sobą tak blisko, a jednocześnie chyba nigdy kontakt z drugim człowiekiem nie był tak łatwy do zastąpienia jego namiastką. W kilka sekund możemy napisać do kogoś znajdującego się setki kilometrów od nas, zobaczyć, jak spędził poranek, co jadł, gdzie pojechał na weekend i czy miał dobry dzień. Czasami wiemy o sobie mnóstwo rzeczy, a jednak nie wiemy tej jednej, najważniejszej, jak naprawdę czuje się człowiek po drugiej stronie ekranu.
I chyba właśnie wtedy, siedząc nad jeziorem, po raz pierwszy pomyślałam o samotności jak o czymś, co coraz rzadziej ma twarz człowieka pozostawionego zupełnie samego. Dzisiaj samotność potrafi mieć pełny kalendarz, rodzinny obiad w niedzielę, grupę znajomych i telefon, który właściwie nie przestaje się odzywać. Potrafi śmiać się podczas rozmowy, odpowiadać „u mnie wszystko dobrze” i troszczyć się o innych tak skutecznie, że nikt nie zauważa, że sama od dawna chciałaby mieć obok siebie kogoś, przy kim nie musiałaby być dzielna.
I może dlatego tak trudno ją zauważyć. Bo nauczyliśmy się wypatrywać samotności w pustych miejscach, podczas gdy ona coraz częściej mieszka tam, gdzie z pozoru niczego nie brakuje. 

:Kamila